przypomnienie hasła

Szalona dekada.

Oceń artykuł:
0/5 (0 głosów )


Jechaleś na wyjazd w 30 osób przez całą Polskę, w dupie mając jakieś wyjazdowe listy.

Szalona dekada.
W pociągu, który zabierał Cię na mecz, próżno szukać było smutnych panów, a każdy przyjazd na dworzec do wrogiego miasta kończył się zazwyczaj awanturą.

Twoja reprezentacyjna kurtka mieniła się odcieniami pomarańczy, a częstokroć Twój szalik, kupiony na bazarze, nie był nawet szalem Twojego klubu, a na przykład angielskim - ważne, że zgadzały się barwy.

Dojście z dworca na stadion to nie był spacerek, Twoja mała grupa była na każdym kroku celem do ataku, a rozbity łeb od butelki był powodem do dumy.

Bilet na mecz? Po co to komu. Jest brama, a z bramą się wjeżdża.

Na stadionie wisiały flagi z buldogami, a treści płynące z płócień aż kipiały od sloganów sławiących biały kolor i w wyborczej z tego powodu nie wybuchała co tydzień nowa afera.

Ultrasi nie przygotowywali ogromnych choreografii, wystarczyła raca, do odpalenia której nie musialeś przebierać się w kombinezony malarskie i uważać, żeby przypadkiem nie pozostawić swoich odcisków palców.

Stadionowa inwiligacja ograniczała się do obecności policji na stadionie, która co kolejkę ligową dostawała niemiłosierny wpierdol.

Lata dziewięćdziesiąte to była kibolka bez kalkulacji, czysty fanatyzm, przepełniony miłością do barw.

The best school is old school!


Komentarze (0) :

Brak komentarzy


Dodaj komentarz :