przypomnienie hasła

To może zagramy w Warszawę?

Oceń artykuł:
0/5 (0 głosów )


Piłka, kilku dzieciaków z okolicznych bloków i bramka. Tyle wystarczy, żeby zagrać w tą grę.

To może zagramy w Warszawę?
Osoba, która zrobiła najmniej żonglerek, jako pierwsza stawał na bramce, a reszta ekipy dążyła do zdobycia dziesięciu bramek. Nie była to jednak prosta sztuka, bo piłkę można było dotknąć tylko raz!

Bramkarz, sam przeciwko wszystkim, miał jednak nieograniczną moc. Mógł pozwolić piłkarzowi z pola na dotknięcie piłki po raz drugi, gdy ów piłkarz krzyknął w jego kierunku "Mogę?!".

Władza bramkarza na tym się nie kończyła. Gdy piłkarz z pola próbował strzelić gola (a wszystkie bramki musiały być trafione z powietrza!) to bramkarz mógł złapać piłkę, krzyknąć "Stop!", gracze z pola zastygali z bezruchu, a broniący bramki szukał swej ofiary, zazwyczaj tej osoby, która stała obok niego najbliższej. Bramkarz uderzał piłą w ofiarę, a gdy ta nie złapała piłki, musiała stanać na bramce.

Opcjonalnie, bramkarz mógł zacząć polowanie niczym gepard na sawannie, po krzyknięciu "W ruch!", a wtedy wszyscy rozbiegali sie po boisku, a drapieżnik z piłką gonił najsłabszego ze stada i oddawał strzał piłką w deliwenta. Czuł się królem podwórka, a jego ofiara często kończyła grę z kontuzją głowy.

Zmiana na pozycji bramkarza mogło nastąpić też w trochę bardziej "piłkarski" sposób. Gdy piłka, po strzale na bramkę, nie trafiła w bramkarza i wypadła na rożny, strzelec stawał się golkiperem. Ileż trzeba była włożyć precyzji w oddawane strzały, by przypadkiem nie stanąć na bramce, gdy na liczniku widniało już osiem, czy dziewięć trafień!

Bramkarz, niczym nieograniczony władca, miał jeszcze jednego przeciwnika, oprócz graczy z pola. Był nim bramkowy słupek. Gracz, który nie strzelił gola, a piłka po słupku wpadła na róg, mógł zaśmiać się bramkarzowi w twarz - słupek ratował :)

A, i ostatnia bramka musiała być zdobyta z główki!

Po 10 zdobytych golach następowała seria rzutów karnych. Im więcej bramkarz przepuścił, tym więcej kar go spotykało. Strzelec każdego gola wymyślał delikwentowi zadanie. A wyobraźnia dzieciaków nie znała granic... ;)

Warszawa. Tak ta gra nazywała się w moim mieście. A u Was? :)


zdjęcie: playarena.pl


Komentarze (0) :

Brak komentarzy


Dodaj komentarz :