przypomnienie hasła

Kibice ŁKS-u o zbliżających się łódzkich derbach.

Oceń artykuł:
1/5 (1 głos )


Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź kiboli Łódzkiego Klubu Sportowego dotyczący kwestii ich wpuszczenia na mecz derbowy.

Kibice ŁKS-u o zbliżających się łódzkich derbach.
Życie kibica w derbowym mieście płynie w tempie kolejnych meczów z lokalnym rywalem, wie o tym każdy, kto choć raz poczuł atmosferę prawdziwych derbów. Na łódzkie, przez wiele lat najlepsze w Polsce derby czekają więc fani nie tylko obu klubów, ale i bezstronni sympatycy futbolu z całego kraju, zawsze obserwujący z emocjami rywalizację Łódzkiego Klubu Sportowego z Widzewem.

W świecie kibicowskim ten mecz ma szczególną wagę, jest rodzajem prawdziwej świętości. Podobnie zresztą ma się z jednym z bodaj trzech haseł, które ciągle łączy kibiców w całej Polsce niezależnie od kolorów ich szalików. Piłka nożna dla kibiców.

Tym większe jest nasze zdziwienie, a może nawet rozbawienie, działaniami naszych czcigodnych rywali. Chełpiący się swoją kibolską atmosferą rzekomo zachowaną na wymuskanym obiekcie do niedawna przekonywali, że klub reaktywowany jest rękoma oddanych fanatyków, którzy znają zapach racy i świeżo namalowanej sektorówki. Okazuje się tymczasem, że pełne przerażenia i bólu senne koszmary wywołuje w nich coś tak oczywistego, jak obecność na trybunach derbowego rywala. Poniekąd rozumiemy ich lęki wynikające zapewne z niemiłych doświadczeń ostatnich miesięcy, aczkolwiek chcieliśmy przypomnieć, że to być może ostatnia okazja by obejrzeć swoje w pocie czoła uszyte flagi. Zresztą jeśli tak panicznie boją się, że zgodowicze zobaczą je w ogniu, możemy obiecać, że ich nie spalimy, nie narobimy wam wstydu przy kolegach.

Wracając jednak do meritum – zadziwia nas jak wiele strzałów w stopę można wykonać przy okazji jednego ligowego meczu. Jednocześnie padają mity:

- o wielkim i nieustraszonym Widzewie, który niestety nie jest w stanie zagwarantować, że niespełna tysięczna grupa kibiców rywala nie rozpędzi 15 tysięcy „fanatyków” z całej Polski, Rosji, Serbii i wielu innych zamiejscowych filii Widzewa. – o doskonałej atmosferze na linii fanatyczni kibice

- fanatyczny zarząd, chyba że definicja fanatyzmu w wykonaniu sympatyków piłki z Piłsudskiego odbiega od tej przyjętej przez środowisko kibicowskie w całej Polsce

- o fantastycznym cudzie architektonicznym, który jest zdolny do zorganizowania dowolnego wydarzenia sportowego – pod warunkiem, że w sektorze gości nie będzie kibiców gości

O tak podstawowych sprawach jak solidarność kibicowska nie będziemy tutaj specjalnie się rozwodzić, bo miłośnicy futbolu z drugiej strony miasta dość jasno zadeklarowali, że od derbowej atmosfery ważniejsze jest dla nich kilkanaście sprzedanych biletów więcej w sektorach buforowych.

Zastanawiamy się jedynie – czy miasto jest zadowolone z kolejnego bublowatego stadionu niezdolnego do zorganizowania jakiejkolwiek imprezy wymagającej minimalnego zaangażowania? Czy widzewiacy do niedawna krzyczący o piłce nożnej dla kibiców są zadowoleni z posunięć swoich fantastycznych działaczy, którzy we wczorajszym programie „Piłka meczowa” w telewizji TOYA wręcz błagali służby mundurowe o wydanie negatywnej opinii w sprawie spotkania derbowego? No i wreszcie – czy na pewno nie jest im żal, że nie zdążyli się pożegnać z płótnami, które przebyły z nimi kawał kibicowskiej drogi?

Kibicowskiej drogi, która dobiega chyba przy Piłsudskiego końca. Życzymy powodzenia na drodze fetowania futbolu, zapewne równie przyjemnej, a zdecydowanie bezpieczniejszej.

źródło: ŁKSFANS.pl


Komentarze (0) :

Brak komentarzy


Dodaj komentarz :