przypomnienie hasła

Koniec europejskiej przygody

Oceń artykuł:
0/5 (0 głosów )


Kibicowska relacja z wyjazdu Legii do Amsterdamu. Polecamy!

Koniec europejskiej przygody
Przygoda w europucharach niestety dobiegła końca. W Amsterdamie zaprezentowaliśmy się z bardzo dobrej strony, wypełniając sektor dla przyjezdnych w 2800 osób, a zainteresowanie i tak było zdecydowanie większe. Teraz pozostaje nam skupić się na meczach ligowych i wypełniać sektory gości w Lubinie, Poznaniu czy Gdańsku.

Losowanie rywala w 1/16 finału Ligi Europy miało miejsce w grudniu, więc każdy miał wystarczająco dużo czasu, by odpowiednio zaplanować sobie wyjazd. Wiele osób podróżowało furami i busami, ale spora grupa wybrała także połączenia lotnicze - zarówno te bezpośrednie, jak i kombinowane przez Eindhoven, Londyn, Brukselę i wiele, wiele innych. Na miejsce zbiórki - jak już wcześniej było wiadomo - wybraliśmy Hagę, więc zdecydowana większość osób przyjeżdżających do Amsterdamu wcześniej tam właśnie wybrała noclegi. Pogoda w Holandii nie była najlepsza i osoby podróżujące w dniu meczu (szczególnie samolotem) miały niemałe problemy z dotarciem do celu. Porywisty wiatr utrudniał lądowanie niektórych samolotów w Holandii.

Zbiórka w dniu meczu miała miejsce przy stadionie FC Den Haag. Po odbiorze biletów, a także okazjonalnych szalików, można było zasiąść na trybunie, na której na co dzień znajduje się młyn naszych przyjaciół. Fani z Hagi przygotowali specjalnie na tę okazję stoiska z kibicowskimi pamiątkami, działały także punkty cateringowe. Nie nastrajała jedynie pogoda - wiało tak mocno, że poprzewracane były toi-toie znajdujące się w pobliżu stadionu, a na samym stadionie FC Den Haag tego dnia nie dałoby się rozegrać jakiegokolwiek spotkania. W Amsterdamie jednak wcześniej zapoznano się z prognozami pogody i zasunięto dach.

Kiedy już wszyscy odebrali bilety, załadowaliśmy się do ponad 50 podstawionych autokarów i ruszyliśmy nimi w stronę Amsterdamu. Trzypasmowa autostrada była mocno zakorkowana, ale nasze pojazdy przemieszczały się pasem awaryjnym, dzięki czemu kilkadziesiąt kilometrów pokonaliśmy w przyzwoitym tempie. Na parkingu przyszło nam spędzić jeszcze trochę czasu, zanim policja przepuściła nas w 500-osobowych grupach w stronę stadionu. Tam czekał nas kolejny postój, a następnie kontrola biletów, osobista i w końcu wspinaczka schodami na siódme piętro, na którym znajduje się sektor dla przyjezdnych na Amsterdam ArenA. Odpowiedni zapas czasowy sprawił, że cała nasza blisko 3-tysięczna grupa zameldowała się na trybunach przed rozpoczęciem spotkania.

Jeśli chodzi o catering, to miejscowi nie przygotowali się najlepiej - były tylko małe pizze i hot-dogi. Na około godzinę przed meczem rozpoczęliśmy doping, który bardzo dobrze niósł się po całym stadionie. Trzeba jednak przyznać, że i gospodarze początkowo całkiem nieźle sobie radzili. Kilka minut przed 19:00 miejscowi rozpoczęli "show", tudzież koncert. Przygasły światła, a amsterdamczycy zaczęli podrygiwać i wywijać rozłożonymi przez klub chorągiewkami w rytm puszczanych melodii. Cały ten festyn trwał nieco za długo, ale w końcu doczekaliśmy się piłkarzy na murawie, których przywitaliśmy oczywiście głośnym "Mistrzem Polski jest Legia".

Zajęliśmy cały sektor gości, którego część przedzielony jest przez pleksi (z wyjętym jednym elementem ogrodzenia). To właśnie sprawiało problemy przy synchronizacji dopingu - mniejsza część naszego sektora często śpiewała za szybko, w stosunku do tego co zarzucał "Staruch". W trakcie spotkania mieliśmy momenty naprawdę konkretnego dopingu. Miejscowi, z naszej perspektywy, tylko raz na dłuższy czas wrzucali wyższy bieg. Na boisku, jak można się było spodziewać, przeważali gospodarze, ale wierzyliśmy w korzystny rezultat. "Jazda z k..., hej Legio jazda z k..." - niosło się z naszego sektora. Nie mogło również zabraknąć "pozdrowień" dla gospodarzy w postaci okrzyków "Kanker Ajax allez allez", "Lalalalala Fuck Amsterdam", czy "J...ć Ajax i Cracovię, hej, hej", odnoszącej się do ich zgody. W młynie Ajaxu zawisło niewielkie płótno "Pasów" ("Cracovia Warriors").



Nieco bardziej ożywiliśmy się pod koniec pierwszej połowy, kiedy do ataku ruszyli zawodnicy Legii. Po przerwie ruszyliśmy z mocnym dopingiem, ale nie da się ukryć, że stracony gol sprawił, że momentami schodziło z nas powietrze. W młynie miejscowych po zdobytej bramce wybuchła jedna konkretna petarda. Mobilizacja ze strony naszego gniazdowego podziałała i po kilku minutach w myśl hasła "Cała Legia bez koszulek" prowadziliśmy najgłośniejszy w trakcie meczu doping, śpiewając przez dobrych 10 minut "Nie poddawaj się, ukochana ma...". I faktycznie, piłkarze nie zamierzali poddawać się, walcząc zaciekle o strzelenie bramki, która zapewniłaby nam awans do kolejnej rundy LE. Nie brakowało nerwów, ale niestety gola zdobyć się nie udało i nasza przygoda z europejskimi pucharami dobiegła końca.

Po zakończonym spotkaniu podziękowaliśmy piłkarzom okrzykiem "Hej Legio, dzięki za walkę", po czym jeszcze chwilę pośpiewaliśmy. Dalszy doping był mocno utrudniony, bowiem Ajax świętował awans do 1/8 finału Ligi Europy przy muzyce puszczanej z głośników, a cały ich młyn podskakiwał rytmicznie. Nas tymczasem czekało godzinne oczekiwanie na otwarcie bram, po czym byliśmy eskortowani przez policję na parking, skąd autokarami pojechaliśmy do Hagi. Część osób od razu ruszyła w drogę powrotną do Warszawy, ponad 600 osób zostało w Hadze na piątkowy mecz przyjaciół z zespołem Twente Enschede. Przygoda z europejskimi pucharami dobiegła końca, czas więc skoncentrować się na lidze. Przed nami mecz z Termaliką w najbliższą niedzielę przy Ł3, a następnie wyjazd do Lubina.

źródło: legionisci.comstadiony.net/


Komentarze (0) :

Brak komentarzy


Dodaj komentarz :