przypomnienie hasła

Historia Torcidy Hajduk - część 3

Oceń artykuł:
0/5 (0 głosów )


Historia Torcidy Hajduk – kolejna część opowieści o kibolach z Chorwacji!



Historia Torcidy Hajduk - część 3
Jeden z kiboli Hajduka, aktywny w latach osiemdziesiątych, pamięta: „ Wtedy przyszedł rok 1985 - bardzo ważny rok dla kibiców Hajduka – Torcida stawała się coraz popularniejsza, a cały Split pokryły klubowe grafitti. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że Torcida stawała się stylem życia dla wielu mieszkańców naszego miasta”.


Poza granicami byłej Jugosławii ruch kibicowski rósł w siłę – tragedie, które miały miejsce w 1985 oku w Brukseli, Bradford oraz Birmingham spowodowały, że świat zaczął na poważnie traktować fenomen piłkarskich kibiców. Pierwsza połowa lat osiemdziesiątych przyniosła także zmianę w podejściu wielu kibiców piłkarskich. W Splicie coraz więcej osób sięgało po narkotyki – przywołany wcześniej fanatyk Hajduka mówił:

„Około dziesięciu osób z Torcidy spotykało się w w „Dom Invalida”, gdzie mogli się napić piwa po tańszej cenie. Komuniści zabraniali picia wina, dlatego też kupowaliśmy je w sklepie i po przemyceniu upajaliśmy się, chowając je pod stołami. Po upiciu zaczynaliśmy awantury, walczyliśmy z policją… W tamtych czasach narkotyki były dla nas czymś nie do przyjęcia, szczerze nienawidziliśmy tego typu używek. Aż przyszedł rok 81’ a z nim zaczęło się wąchanie kleju, tabletki czy też palenie trawy. Przed meczami kupowaliśmy trawkę w Riva i udawaliśmy się na mecz, gdzie około 100 osób na haju zaczynało awantury. Szczerze, to nie baliśmy się wtedy nikogo a i nikt nie chciał wchodzić nam w drogę. Rok 86 to początek heroiny w naszych szeregach. Policja wygoniła nas w „Domu Invalida”, dlatego też zaczęliśmy szukać nowego miejsca na nasze imprezy – wybór npadł na „Slavice”. To był najgorszy ruch z możliwych – spotykaliśmy się tam stałą grupą 40-50 osób i piliśmy, ćpaliśmy, wciąż powodując nowe problemy…”

W drugiej połowie lat 80tych w byłej Jugosławii proces formowania się nowych grup kibicowskich nabierał rozpędu. Każdy chciał udowodnić, że jego grupa jest najlepsza i najbardziej fanatyczna. Ico, członek Torcidy będący dumny z ponad 120 wyjazdowych meczy na koncie, tłumaczy mentalność członków Torcidy w tych czasach: „ Około piętnastu z nas spotykało się rano na mieście i szukaliśmy fanów Crveny Zvezdy. Nawet, kiedy swoje barwy mieli pochowane głęboko pod kurtkami, to i tak zawsze rozpoznawaliśmy, że to kibice znienawidzonego klubu. Jak mogę to wytłumaczyć? Jako, że nie byli z Belgradu, a z różnych części Bośni – wyglądali jak wieśniacy. Rozpoznałbym ich lecąc samolotem a potem zabrałbym ich barwy, pokazując im ich miejsce w szeregu”.
Najlepszym sposobem pokazania siły swojej grupy, były awantury na meczach wyjazdowych. Najwięcej incydentów zanotowano w Belgradzie – czterech kiboli Torcidy opowiada o rozróbach w stolicy Serbii, które miały miejsce w 1990 roku:

Prle: „ Jechaliśmy do Belgradu w dużych liczbach. Jeśli oglądałeś film „Wojownicy” – tak właśnie wyglądały nasze wojaże do Belgradu. Wybieraliśmy najlepszych, którzy jechali z nami na prawdziwą wojnę”
Stiple: „ W tamtych czasach dzieciaki nie mogły z nami jechać na taki mecz, nie pozwalaliśmy im”
Prle: „ Po samym przyjeździe do Belgradu od razu zaczynaliśmy awantury z kibicami Czerwonej Gwiazdy. Wpadaliśmy w istną furię”
Uso: „ Niezależnie od liczby, zawsze podejmowaliśmy rękawice. W przywoływanym meczu dwa tysiące fanów z Belgradu zaatakowało naszą dwustu osobową grupę. Odpaliśmy w ich stronę kilka rakietnic, po czym cała ich grupa w panice zaczęła uciekać. Jeden z nas tu obecnych odpalał te rakiety (śmiech).
Bosna: „ Nie jest to istotne, który z nas (głośny śmiech)”
Uso: „ Rakiety latały niczym ptaki. Dym pokrył pół Belgrardu. Nie jestem w stanie podać, ile fanów CZ miało rozbite od butelek łby. Tego roku, ani jeden fanatyk Crveny Zvezdy nie przyjechał na rewanż do Splitu…”
W kręgu fanatyków piłkarskich największy respekt zdobywają ci, którzy wyjdą obronną ręką z nawet najgorszej sytuacji. Członkowie Torcidy w 1988 roku w Rijece rozpętali istne piekło. Kibice z Rijeki, skupieni wokół Armady rzucali w Torcidę racami oraz petardami hukowymi. Odzew kibiców Hajduka był bardzo agresywny – szybko staranowali oddzielający ich od kibiców gospodarzy płot i z wściekłością zaczęli walkę także z policją. Jeden z przypadkowych widzów oraz fotoreporter zostali bardzo mocno okaleczeni w bitwie na race, która rozpętała się zaraz po tym, jak kibice ze Splitu wydostali się ze swojego sektora. Po meczu agresja Torcidy przeniosła się na ulice Rijeki, przeradzając się w totalną demolkę miasta. Tego dnia kilkuset członków Torcidy zostało zatrzymanych przez policję która z końcem dnia zaczęła przejmować kontrolę nad miastem.

Kiedy dekada lat osiemdziesiątych dochodziła do końca, polityczne nastroje coraz bardziej wpływały na scenę ultras w byłej Jugosławii. Członkowie grup ultras powodowali problemy motywowane szowinizmem co odbijało się szerokim echem w mediach oraz na forum politycznym. Jednym z przykładów takich akcji jest rok 1985, kiedy to po meczu pomiędzy Hajdukiem a Crveną Zvezdą kibice wrzucili do morza masę wojskowych pojazdów. Świadek tamtego wydarzenia mówił:

„ Po meczu przegranym przez Hajduka, około 30 z nas, totalnie zdenerwowanych na sytuację zaczęło robić problemy na mieście, aż w końcu odnaleźliśmy wojskowych, którzy kibicowali drużynie z Belgradu. Wylądowali razem z pojazdami, które prowadzili, w morzu. Nie pozwoliliśmy wydostać się im z morza, gdyż ogromne ilości kamieni skutecznie utrudniały im wyjście z zimnej wody. Gdy któryś podpłynał pod nadbrzeże – wyciągaliśmy go i po momencie wrzucaliśmy z powrotem do morza. Po namowach koleżanki w końcu opuściłem teren całej akcji. Konkretnie pijany nie zauważyłem policjantów krążących po ulicach, którzy mnie aresztowali. Po chwili kabaryna, która mnie wiozła zatrzymała się, a obok pojawili się wojskowi, którzy rozpoznali mnie jako uczestnika awantury. Po wylegitymowaniu mojej osoby, wypiłem jeszcze kilka piwek i udałem się do domu. Po przyjściu do domu od razu usnąłem a nad ranem zapukała do moich drzwi tajna jugosłowiańska policja. Przez trzy okrągłe dni byłem męczony i torturowany – kazano stawać mi głową do ściany i przez kilka godzin nie mogłem usiąść. Jeden z Czarnogórzan traktował mnie ze szczególnym okrucieństwem. Po całym zajściu postawiono mi i kilku osobom zarzut ataku na siły militarne armii jugosłowiańskiej, za co groziło do 10 lat więzienia. Oczywiście zaatakowaliśmy ich – ale z przekonaniem, że są to wojskowi, którzy kibicują Crvenie. Ostatecznie spędziłem 2,5 roku w więzieniu. Wszystko przez oddanie do klubu.”

c.d.n.


Komentarze (0) :

Brak komentarzy


Dodaj komentarz :